Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imigranci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imigranci. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 października 2010

W opini eksperta: abolicja i integracja

Przyglądając się prowadzonej w ostatnich dniach akcji społecznej postulującej wprowadzenie abolicji dla emigrantów przebywających obecnie nielegalnie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (http://jestemza.blogspot.com/) i zasadniczo popierając ową akcję chcielibyśmy poczynić jednak parę uwag natury ogólniejszej. Przede wszystkim należy sobie zdawać sprawę, iż instrument w postaci abolicji, aczkolwiek w obecnej sytuacji rzeczywiście pożądany i prawdopodobnie konieczny jest w rzeczywistości narzędziem ułomnym ze względu na jednorazowy, ograniczony czasowo charakter oraz samą jego funkcję, jaką jest fasadowe jedynie rozwiązanie palącego problemu społecznego. Aby rzeczywiście poprawić sytuację migrantów o nieuregulowanym statusie konieczne są pewne zmiany systemowe o co należy walczyć niejako niezależnie i obok postulatów wprowadzenia abolicji dla nielegalnie przebywających w Polsce cudzoziemców.

W związku z celami i trendami migracyjnymi występującymi we współczesnym świecie jedną z najistotniejszych kwestii wartych podkreślenia jest fakt, iż polityka migracyjna i regulacja przepływów migracyjnych w Europie staje się powoli jednym z najważniejszych bieżących wyzwań w ramach ogólnie pojmowanej polityki społecznej i dlatego wymagać będzie większej uwagi i większego zaangażowania ze strony rządów państw członkowskich.

W ocenie Stowarzyszenia Promocji Wielokulturowości INTERKULTURALNI PL, w Polsce, polityka migracyjna wciąż nie stanowi istotnej kwestii w ramach działań podejmowanych przez Rząd i w związku z tym Polsce nie udało się jak dotąd wypracować spójnego programu działań w tej sferze, co dotyczy tak cudzoziemców z Unii, jak i spoza niej, ale także Polaków przebywających na obczyźnie. W szczególności brakuje danych dotyczących populacji cudzoziemców w Polsce, ich prawnego statusu, liczby osób przebywających nielegalnie, jak też nie rozpoznano nigdy w pełni ich głównych potrzeb, ale również umiejętności, które mogłyby okazać się cennymi dla rozwoju naszego kraju, w szczególności zaś jego kultury i gospodarki.

Stowarzyszenie wyraża przekonanie, iż ruch cudzoziemców odbywający się wedle świadomie prowadzonej polityki migracyjnej, uformowanej także przez przyjazne osobom napływowym uregulowania prawne jest zawsze dobrodziejstwem dla kraju przyjmującego. Przyjazne, przejrzyste oraz elastyczne prawo regulujące ten ruch jest natomiast podstawowym elementem zapobiegania negatywnym zjawiskom, takim jak nielegalna praca w „szarej strefie”, handel ludźmi, przemyt, czy różnego rodzaju wyzysk, identyfikowane jako podstawowe zagrożenia w ramach przepływów migracyjnych.

Jesteśmy przekonani, iż system preferencji wspólnotowej w dostępie cudzoziemców do rynków pracy, jako dyskryminujący i sprzyjający zjawisku wykluczenia powinien być stopniowo wycofywany, a kraje członkowskie powinny zobowiązać się do ułatwiania cudzoziemcom dostępu do legalnego zatrudniania, co w istotny sposób ograniczałoby w sposób zorganizowany i systemowy utrzymywaniu się osób bez uregulowanego statusu prawnego na danym terytorium.

Obecnie obowiązujący w sferze zatrudnienia cudzoziemców w Polsce system koncesyjny, dodatkowo w niezwykły sposób zbiurokratyzowany, powoduje rozrost „szarej strefy” i w połączeniu z restrykcyjnym prawem migracyjnym sprzyja nielegalnemu przebywaniu w Polsce.

Dlatego też jedną z najpilniejszych kwestii jest reforma systemu zatrudniania cudzoziemców w Polsce, w szczególności zaś jego znaczne odformalizowanie, zmniejszenie liczby dokumentów składanych przez pracodawców w postępowaniu o wydanie zezwolenia na pracę oraz likwidacja sytemu preferencji, obecnie podwójnie dyskryminujących legalnych migrantów ekonomicznych spoza Wspólnoty w związku z brakiem wymogu uzyskiwania pozwoleń przez osoby korzystające z różnych form ochrony międzynarodowej, jak i względem osób ubiegających się dopiero o taką ochronę.

Niezwykle istotną kwestią w zapewnieniu spójności i prawidłowego kształtu polityki migracyjnej jest również uelastycznienie polskiego prawa dotyczącego cudzoziemców, które obecnie jest jednym z najsurowszych reżimów w Europie. Polskie prawo w kształcie nadanym mu przez ustawy z 2003 roku wyłącza możliwość jakiejkolwiek legalizacji pobytu cudzoziemca w przypadku dowolnej utraty podstaw do legalnego przebywania w Polsce, nawet, gdy fakt utraty legalności nie jest w znacznym stopniu zawiniony przez cudzoziemca. Stopień skomplikowania postępowania, jak też wprowadzenie licznych terminów zawitych przy przedłużaniu kart pobytu powoduje, iż naruszenie tych terminów staje się bardzo częste, wikłając cudzoziemców w długoletni nielegalny pobyt w Polsce usprawiedliwiony okolicznościami osobistymi.

Brak elastyczności prawa legalizacyjnego powoduje rozrost „szarej strefy” oraz upośledzenie społeczne środowisk migranckich, sytuując je niejednokrotnie w obszarze wykluczenia społecznego. Osoby, przebywające na terytorium danego kraju bez uregulowanego statusu nie posiadają dostępu do podstawowych świadczeń społecznych związanych w szczególności z edukacją dzieci oraz dostępem do świadczeń medycznych, co wydaje się być niedopuszczalne w demokratycznym państwie prawa.

Sztywność polskiego prawa nie tyle zapobiega jak pierwotnie sądzono, ale zwiększa liczebność populacji cudzoziemców nielegalnie przebywających w Polsce, zniechęcając osoby, które w jakikolwiek sposób naruszyły ten reżim migracyjny przed próbami, i tak iluzorycznymi, ponownego zalegalizowania się. Dlatego też jednym z najważniejszych decyzji polskiego Rządu w ramach prowadzonej względem cudzoziemców polityki nie winno być wprowadzenie kolejnej czasowej abolicji, lecz przywrócenie uznania administracyjnego w tych wszystkich kwestiach, które prowadzą do ograniczenia lub pozbawienia cudzoziemców określonych uprawnień. Możliwość legalizacji winna być możliwa w każdym czasie, a jedynym jej warunkiem powinna być zdolność do samodzielnego utrzymania się, posiadanie mieszkania, niezależnie od tytułu prawnego do jego zajmowania oraz brak realnego i bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa i porządku publicznego.

Przywrócenie zatem elastyczności prawa stosowanego względem cudzoziemców, uproszczenie procedur legalizacji, wprowadzenie instytucji integracyjnych oraz zwiększenie zakresu i dostępności informacji udzielanych cudzoziemcom, także poprzez współpracę z organizacjami pozarządowymi, być może również poprzez budowę krajowego systemu pomocy prawnej dla migrantów umożliwi szybsze i prostsze osiągnięcie celów związanych z kontrolą przepływu cudzoziemców, jak też ułatwi zwalczanie negatywnych zjawisk, jakie niesie ze sobą ruch migracyjny.

Odnosząc się z kolei do propozycji abolicji dla migrantów należy zaznaczyć, iż winna być ona przeprowadzona według innych niż dotychczas zasad. Najprostszym i najbardziej słusznym rozwiązaniem byłoby udzielenie każdemu cudzoziemcowi przebywającemu nielegalnie karty pobytu na okres 12 miesięcy za potwierdzeniem zameldowania i z określeniem warunków integracyjnych do spełnienia przez okres tych dwunastu miesięcy. Po ich spełnieniu karta pobytu ulegałaby przedłużeniu. Warunki te nie powinny być wygórowane i obejmować obowiązek podjęcia zatrudnienia lub wskazanie innego rodzaju źródeł dochodu, zawarcie umowy ubezpieczenia zdrowotnego oraz przestrzeganie prawa. Innego rodzaju warunki, w szczególności warunki dotychczas stawiane, w tym warunek długotrwałości nielegalnego pobytu spowodują, iż kolejna próba abolicji przyniesie odwrotny od zamierzonego skutek.

Adam Bulandra

piątek, 15 października 2010

Jestem Za! Apel Komitetu „Imigranci na rzecz abolicji”


Trudno oszacować liczbę osób posiadających nieuregulowany status prawny, czyli przebywających w Polsce nielegalnie. Według szacunków Straży Granicznej w ciągu ostatnich trzech lat do kraju wjechało i zostało 264 tys. imigrantów. Większość z nich pracuje i przebywa u nas bezprawnie. Różne są tego przyczyny… Na pewno nie pomagają procedury urzędowe, które są tak skonstruowane, że konsekwencje niedopełnienia często zawiłych formalności są drastyczne w skutkach. Stając się nielegalnym imigrantem szanse na zmianę swojej sytuacji prawnej są nikłe.

Setki tysięcy ludzi łamie więc prawo przebywając w Polsce. Żyją tu w obawie przed zatrzymaniem, deportacją i z bardzo ograniczonymi możliwościami rozwoju. A wcale nie musi tak być, przecież mogliby stać się pełnoprawnymi obywatelami, płacić podatki i przyczyniać się do rozwoju kraju. Poniżej zamieszczamy apel Komitetu „Imigranci na rzecz abolicji” skierowany do Prezydenta, Marszałka Sejmu, Marszałka Senatu i Premiera. Zachęcamy do przeczytania go i przyłączenia się do akcji „Jestem Za” jestemza.blogspot.com

Do 22 października twa zbieranie podpisów pod petycją za abolicją. Tego dnia imigranci zbiorą się pod sejmem i przekażą petycję Marszałkowi Sejmu. Podpis pod petycją można złożyć przez internet. Zachęcamy!!!
http://www.petitiononline.com/abolicja/petition.html

Apel Komitetu „Imigranci na rzecz abolicji” (*** pogrubienia Interkulturalni PL):

„W imieniu nielegalnych imigrantów prosimy o prawo do uczciwego i godnego życia. Życia bez strachu przed deportacją, która skazuje nas na biedę, a wielu na prześladowania i więzienie za poglądy. Prosimy o to, by Polska skorzystała z naszych umiejętności, przedsiębiorczości i pracowitości. Żeby tak się stało, konieczne jest przyjęcie skutecznej ustawy abolicyjnej dla nielegalnych imigrantów. Pozwólcie wyjechać bez deportacji tym, którzy chcą wyjechać, a zostać tym, którzy chcą zostać. Zyskamy na tym wszyscy: i Polacy, i cudzoziemcy. Byłby to przykład prawdziwej solidarności, z której słynie Rzeczpospolita. Dotychczasowe dwie abolicje zawierały wymagania, które uniemożliwiały skorzystanie z nich 99% nielegalnych imigrantów.

Wiemy, że przebywamy tu bezprawnie, ale nikt z nas nie łamałby prawa, gdyby nie prosty wybór: albo zostajesz w Polsce nielegalnie, albo twoja rodzina nie ma co jeść. Czujemy się współobywatelami Polski, gdzie wielu z nas zdążyło wychować swoje dzieci, które nie mają innej ojczyzny. Wielu Polaków darzy nas przyjaźnią, jeszcze więcej korzysta z naszej pracy, ale do tej pory nikt nie jest w stanie pomoc nam w kwestii podstawowej – w zalegalizowaniu pobytu. Dlatego nie możemy płacić podatków i wprost łożyć na rozwój kraju, w którym wspólnie mieszkamy. Może to zmienić tylko nowa ustawa abolicyjna.”

środa, 15 września 2010

W opinii eksperta: Kształt polityki migracyjnej w Europie

Drugiego sierpnia dwa tysiące dziesiątego roku Centralna Agencja Unii Europejskiej EURODAC, odpowiedzialna za kontrolę przepływu osób i migrantów ogłosiła swój doroczny raport dla Komisji i Parlamentu Europejskiego, podsumowując swą działalność oraz monitoring działalności innych agencji stykających się z problemem migracji za rok 2009. Z raportu wynika, iż sam koszt zarządzania i koordynacji działań instytucji czuwającej nad szczelnością unijnych granic wyniósł grubo ponad 1 milion euro, co stanowi zaledwie ułamek promila całkowitych kosztów utrzymania szczelnych granic unijnych. Koszty te liczone są w miliardach euro, przy czym nikt praktycznie nie zastanawia się, czy pieniądze te wydawane są racjonalnie, we właściwy sposób i czy ich wydatkowanie jest rzeczywiście niezbędne. Mało kto się również zastanawia, czy cała polityka migracyjna Europy ma sens, względnie racjonalne podstawy, czy może przeciwnie – jej podstawą są irracjonalne lęki, populistyczne hasła i rasizm a rebous.
Z tego samego raportu wynika również, iż liczba nielegalnych przekroczeń unijnych granic spadła w latach 2008-2009 z 61 tysięcy do 31 tysięcy, a zatem o połowę. Europejscy politycy całkowicie bezrefleksyjne przyjęli tę wiadomość z nieukrywaną satysfakcją, co wpisuje się w kształtujący się od początku wieku trend budowania europejskiej, zamkniętej na migrację twierdzy. Wprowadzany system kontroli przepływów migracyjnych w coraz większy sposób zaczyna przypominać reguły państwa penalnego. J. Young, jeden z czołowych współczesnych kryminologów stwierdza, iż współczesne społeczeństwa nabierają charakteru ekskludywnego, używającego narzędzi wykluczenia jako podstawowych narzędzi kontroli społecznej. Jest to paradoks w krajach opartych na głęboko zakorzenionej wierze w siłę praw człowieka. Znacznie dalej idzie Zygmunt Bauman, pouczając, iż system wykluczenia jest współcześnie nieodłącznym elementem sprawowania władzy, w którym za pomocą policyjno-sądowo-penitencjarnego systemu wraz z jego medialnie generowanymi i dystrybuowanymi reprezentacjami przetwarza się, kanalizuje i manipuluje na zasadach wyłączności niepewnością, która rodzi się codziennie z przyziemnych doświadczeń ludzi żyjących w zderegulowanym i zindywidualizowanym, a przy tym niepewnym i pozbawionym poczucia bezpieczeństwa otoczeniu, w którym długotrwałe standardy, punkty orientacyjne i modele przyzwoitego życia są wszystkie wpychane i wrzucane do upłynniającego się tygla.
Problem migrantów jest w tym kontekście narzędziem idealnym, gdyż jest to grupa obca, której ex definitione można nadać status inności/wrogości, a przy tym posiadająca taką specyfikę, która przy całej swojej nieokreśloności, tajemniczości i zakamuflowaniu może wywoływać fałszywy lęk i przy całej faktycznej irracjonalności takiego założenia podważać jednak ekonomiczne podstawy egzystencji „rdzennych” Europejczyków. Stąd europejskie zdobycze państwa socjalnego, z którego Europejczycy są bardzo dumni zaczynają być rezerwowane wyłącznie dla „autochtonów”, natomiast migranci, szczególnie ci nielegalni, choć właściwie należałoby powiedzieć – ci, którym nie dano szansy legalizacji, podlegają procesom wykluczającym, prowadzącym do przekonania, iż ich obecność stanowi zagrożenie dla welfare state „prawowitych mieszkańców” kontynentu. W tym sensie dla tej kategorii przybyszów państwo socjalne zamienia się w państwo penalne, czego dowodem są rejestry osób niepożądanych, ośrodki detencyjne niczym nie różniące się od więzień, zasieki i druty kolczaste oraz polityka surowych i brutalnych deportacji. Polityka wykluczania obcych nabiera przy tym tempa, w czym prym zaczynają wieźć Francja i Włochy, tym nie mniej Polskę należy również zaliczyć do krajów najmniej przyjaznych migrantom. W ostatnich stadiach uzgodnień są rozwiązania, które umożliwią masowe deportacje nielegalnych migrantów z Europy, a samo prawo migracyjne ulega stałemu zaostrzeniu nie tylko w zakresie coraz bardziej wyśrubowanych wymogów umożliwiających wjazd na terytorium Unii, ale i pozwalając pozbawić cudzoziemca wolności na 18 miesięcy, co równe jest karom za ciężkie pobicie, bądź ciężkie uszkodzenie ciała w niektórych państwach unijnych. Upolityczniony rasizm zaczyna również w coraz większym stopniu trawić politykę wewnętrzną wspólnoty, prowadząc do dezintegracji i wykluczenia mniejszości etnicznych, narodowych i religijnych, niewpisujących się w kulturowy mainstream zachodniej cywilizacji. Polityka obwiniania, wykluczania i stygmatyzacji dotykająca pierwotnie europejskich muzułmanów obecnie z całą siłą dotknęła Romów, którzy będąc paradoksalnie od wieków obywatelami Europy, a obecnie również pełnoprawnymi obywatelami Unii podlegają skrajnej dyskryminacji w zakresie polityki zamieszkania i to tylko dlatego, iż państwa nie mają pomysłu na skuteczną integrację tej grupy ze wspólnotowym rynkiem pracy.
Patrząc na całokształt wspólnotowej polityki migracyjnej wyraźnie widać, iż Europa nie ma być z czego dumna. Rządy poszczególnych państw stawiają czynny i brutalny opór fali migracji, mimo braku jakichkolwiek dowodów na to, iż migracja jest zjawiskiem społecznie i ekonomicznie niekorzystnym. Co więcej istnieją dowody przeciwne, iż napływ migrantów zwiększa kapitał społeczny państwa przyjmującego, oczywiście o ile, względem tychże migrantów stosuje się politykę integracji przy akceptacji dla różnorodności. To jeden z największych, współczesnych błędów Europy. Konsekwencje takiej polityki w krótkiej perspektywie czasowej dotykają wyłącznie odrzuconych, dominującym zaś zapewniają komfort niezaangażowania. Problem w tym, iż jest to perspektywa krótkowzroczna, perspektywa zwiększająca koszty społeczne i ekonomiczne liczone nie tylko w niebotycznie i linearnie wzrastających kosztach nakładów na tak zwaną politykę bezpieczeństwa, wojnę z terrorem i nielegalną emigracją, ale liczone również w ludzkim nieszczęściu, niedoli, podwójnych standardach praw człowieka, dehumanizacji i upodleniu, jakich doświadczają na co dzień migranci usiłujący uciec od piekła środowiska, w którym wyrastali. Zamiast upragnionej wolności i demokracji Europa wita ich zasiekami, odzierającymi z godności procedurami, wszechogarniającą nieufnością, niezrozumiałymi ograniczeniami i wolą pozbycia się ich w możliwie krótkim czasie. Na deportację zaś muszą oczekiwać w więzieniach, co częstokroć stanowi większą ingerencję w system ich praw i wolności, niż ta, której doświadczyli w kraju pochodzenia. I to wszystko na kontynencie wyrosłym z tradycji wolności, braterstwa i solidarności. Śmiałą tezę co do zasadniczych celów stosowania pozbawienia wolności względem grup niepożądanych stawia Z. Bauman, wskazując, iż chodzi o unieruchomienie pewnych warstw społecznych w procesie ekonomicznej i społecznej konkurencji. Wywodzi swą myśl z teorii totalitarnych funkcji więzienia Micheala Foucaulta, u którego pozbawienie wolności jest symboliczną demonstracją siły władzy i jej moralnego uprawnienia do kształtowania stosunków społecznych. Problem w tym, iż prawo karne, w które zjawisko nielegalnej migracji zaczyna być niemal definicyjnie wpisywane, nie jest dobrym środkiem prowadzenia polityki społecznej. Jest raczej przejawem przemocy państwa wobec jednostki i ta funkcja prawa powinna być w demokratycznych społeczeństwach eliminowana. Tymczasem problem nielegalnej emigracji zaczyna podlegać zjawisku określanemu jako masowa prizonizacja. W tym kontekście David Garland, brytyjski socjolog zauważa, iż cechą zjawiska masowej prizonizacji nie są wyłącznie wysokie wskaźniki uwięzienia, lecz jest nią przede wszystkim systematyczne eliminowanie ze społeczeństwa całych grup populacyjnych – w Stanach Zjednoczonych młodych Afroamerykanów z centralnych stref wielkomiejskich, w Europie – młodych przedstawicieli społeczności emigrantów oraz biedoty. Masowe wyrzucanie, czy zamykanie ludzi napływających do Europy z innych kontynentów nigdy nie będzie racjonalnym i ekonomicznie opłacalnym rozwiązaniem Nie jest również w żadnej mierze uzasadnione etycznie. Argumenty etyczne w stosunku do problematyki nielegalnej migracji w ogóle nie pojawiają się zresztą w oficjalnym dyskursie służącym zaostrzaniu polityki migracyjnej, gdyż proponowane i stosowane instrumenty w sposób dosyć oczywisty prowadzą do moralnie nagannych skutków.
Tymczasem roczny napływ "nielegalnych" migrantów do Europy nigdy nie przekroczył 100 tys. osób rocznie, co nie może stanowić realnego obciążenia dla 500 milionowej społeczności wspólnoty. Taka masa ludzi nie tylko z łatwością zostanie wchłonięta przez system ekonomiczno-społeczny, ale i usprawni gospodarkę, zwiększy konsumpcję oraz konkurencyjność europejskich gospodarek. Właściwe zarządzanie takim przepływem mogłoby również uratować walące się sektory ubezpieczeń społecznych większości państw - członków UE. Mitem jest przekonanie, iż imigranci obciążaliby nadmiernie systemy opieki społecznej oraz generowali bezrobocie. Raczej odwrotnie, większość jest na tyle przedsiębiorcza, iż przy realnych, integrujących rozwiązaniach prawnych na rynku pracy zdynamizowałaby gospodarki, obecnie spowalniane przez nadmiar procedur i norm bezpieczeństwa, wykraczających poza uzasadnioną jakimkolwiek kalkulowalnym ryzykiem racjonalność. Jednocześnie wymusiłaby wtórną liberalizację norm regulujących obecnie stosunki społeczne i gospodarcze w Europie, co dodatnio wpłynęłoby na rozwój wszelkich sektorów ekonomii. Współczesna Europa dusi się przez liczne, nieuzasadnione realnym zagrożeniem normy bezpieczeństwa i postępującą biurokratyzację.
Przyzwolenie na zwiększony napływ cudzoziemców do Europy jest również moralnym obowiązkiem Europejczyków, spłatą długu zaciągniętego przez naszych przodków, którzy w okrutny, bestialski i zbrodniczy sposób eksploatowali i niszczyli społeczeństwa, z których wywodzą się współcześni emigranci. Europa nie może udawać, iż nie odpowiada za grzechy ojców. Stawiając tamę migracji Europa popełnia śmiertelny grzech zaniechania.
Dziwię się, iż Europa nie widzi żadnego potencjału społeczno-kulturowego w tego rodzaju przypływie migrantów. Zaskakuje mnie również, iż nie wyciąga żadnej nauki z historii. Cała potęga społeczno-ekonomiczna Europy jest w dużej mierze zapożyczona z innych kultur i cywilizacji, a dopiero następnie rozwinięta dzięki przewadze militarnej. Nie zauważa się, iż nasze dziedzictwo kulturowe, starożytna myśl filozoficzna zachowała się dzięki światłości Arabów, którzy ratowali i tłumaczyli starożytne manuskrypty palone w nienawiści przez przedstawicieli kościołów chrześcijańskich, które powszechnie się uważa za współtwórców naszej europejskiej tożsamości. Ale ta tożsamość nie jest chrześcijańska, nie jest germańska, słowiańska, czy anglosaska. Jest wielokulturowa. Ta wielokulturowość powinna mieć szanse na dalszy rozwój, który jest możliwy tylko dzięki migrantom. Od nich możemy się wielu rzeczy nauczyć, a przede wszystkim wspólnotowości opartej nie na obronie własnej tożsamości i izolacji, lecz integracji i tolerancji. Musimy tylko dać im na to szansę. W niepublikowanym eseju Civility and State Nils Christie opowiada o dychotomii między sprawiedliwością piramidalną, nadaną przez autorytet z góry oraz egalitarną, krystalizującą się w wyniku wymiany poglądów, której normotwórczy charakter wydaje się być bardziej demokratyczny. Formą dystrybucji takiej sprawiedliwości były niegdyś przestrzenie publiczne – małe sklepiki, skwerki, czy pralnie, w których dochodziło do naturalnej wymiany poglądów. Takie miejsca istnieją dalej w krajach rozwijających się, gdzie poziom przestępczości, lęku i poczucia zagrożenia jest dużo niższy niż krajach zachodnich. Te same przestrzenie migranci tworzą w dzielnicach, w których mieszkają, przez Europejczyków określanych mianem gett. W „białej” Europie miejsca te zostały zastąpione przez duży kapitał, reprezentowany przez centra handlowe, które uniemożliwiają tworzenie poziomych struktur sprawiedliwości. Dlatego dziś w Europie normy i zachowania nie powstają przez demokratyczny konsensus, lecz są narzucane przez biurokratów, reprezentujących interesy finansowej elity. Dziś standardy etyczne i moralne mają charakter korporacyjny zamiast być egalitarnymi. W tym sensie Europa traci tradycje, z których wyrosła. To bardzo niebezpieczny proces, prowadzący do miękkiego totalitaryzmu, społecznej niesprawiedliwości i wtórnej klasowości. Rozwinięty przykład takiego społeczeństwa obserwujemy dziś w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Szczęśliwie jest to proces odwracalny, z tym, iż poziom otwartości na innych zależy wyłącznie od nas samych.

Adam Bulandra